|Dodaj do ulubionych|

31.lipica.2008
WYPROWADZAM SIĘ Z TEGO PRZYBYTKU MARNOŚCI.
JESTEM TERAZ NA OWNLOGU, KTÓRY JESZCZE NIGDY MNIE NIE ZAWIÓDŁ => WWW.GRAVITATION.OWNLOG.COM.
ŻEGNAM. ÓW BLOG ULEGNIE SAMODESTRUKCJI.

23.czerwca.2008
Jeszcze mam trochę cierpliwości, jednakże krążą mi po głowie myśli o opuszczeniu tego miejsca. Z cięzkim sercem rodzę owe przemyślenia; spędziłam tu dużo czasu, tutj rodziły się moje pierwsze miłości do Japonii i j-music, jestem tu ponad dwa lata. Zobaczymy.
Jak na razie - sesja w pełni. Pierwsze egzaminy za mną, w tym jedna zerówka (stać mnie, a co!). Ostatni w środę. Jakoś do mnie nie dociera, że tuż tuż wakacje.

15.czerwca.2008
Taka mała dygresja: co z tego, że mylog.pl istnieje już 4 lata, skoro z biegiem czasu działa coraz gorzej?!

2.czerwca.2008
Coraz mniej mnie tutaj, o ile w ogóle. Może coś się kończy. Poczekam jeszcze trochę, aby się upewnić.

15.kwietnia.2008
Przez cały zeszły tydzień robiłam prezentację do pani dr W. Dzień w dzień nad ślęczałam, kładąc się spać z myślą, że jak tylko wstanę, nie będę mogła iść sobie spokojnie do kuchni i zrobić kawy... nie... będę musiała od samego rana opracowywać powierzone mi zadanie. Nie poszłam wczoraj na kolokwium, żeby tylko wszystko było, kurwa, dopięte na ostatni guzik.
A ona wpada na zajęcia, mówi, że jest jakaś awaria i że jej zalało dom i czy nie byłoby problemu, gdyby moja prezentacja została przeniesiona na za tydzień. Ależ nie, proszę pani, wcale a wcale. Przecież to właśnie po to zapierdalałam przez przeszło siedem dni, żeby teraz pani mogła sobie przekładać co się pani podoba.
Kurwa!

16.marca.2008

Wczoraj odbyło się spotkanie autorskie z panem Bruczkowskim, znanym również jako Gajdzin. Spotkanie samo w sobie, kiedy opowiada się o swoich książkach i podróżach po Japonii, trwało tylko godzinę. Później nastąpiła rzecz właściwa spotkania, czyli tzw. przedłużacz - wyjście do pubu z autorem. Niektórzy szybko wyszli, i całe szczęście, bo były to tylko dzierlatki, które trudnym do zatrzymania potokiem słów o niczym chciały zaimponować Marcinowi (bo my z Bruczkowskim na "ty" jesteśmy ^^).
Ogólnie rzecz biorąc, impreza trwała do północy, spiliśmy się wszyscy równo, dostałam piękną dedykację z autografem, masaż rąk i parę całusów (tak, to wszystko od autora, oczywiście, jak żona sobie już poszła).
W dechę było, mówiąc jednym słowem.

"W Japonii człowiek składa się przecież z ciała, duszy i wizytówki".
M. Bruczkowski "Zagubieni w Tokio"

2.marca.2008

Ha! Bruczkowski przyjeżdża do mojej małej uroczej mieścinki na spotkanie autorskie! Wiecie... ten od "Bezsenności w Tokio". Jak nie mieliście okazji obcowania z tą książką, szczerze polecam. A 15 marca dorobię się autografu! Podobno zazwyczaj po takich spotkaniach następuje tzw. przedłużacz, czyli wspólne wyjście do pubu. Trzeba wziąć mało pieniędzy aby choć w miarę kontaktować ^^"
Jutro za to koncert Michała Bajora. W operze, trzeba będzie się trochę odstrzelić. Ale zapierdzielanie prosto z japońskiego prosto na koncert nie bardzo mi się uśmiecha. Nie wiem, czy mój antyperspirant to przetrzyma...

15.lutego.2008

Człowiek to stworzenie, które dość szybko się dostosowuje do pogody. Przynajmniej ja tak zakładam. Kiedy więc zaczął padać dzisiaj śnieg, było to dla mnie szokiem, biorąc pod uwagę pogodę i temperaturę ostatnich kilku dni. Zastanawiające...
A stary pryk dał zaliczenie z łaciny, całe szczęście. I to byłoby na tyle, jeśli chodzi o łacinę. Nigdy więcej!

4.lutego.2008

Jutro, na dzień dobry, egzamin z literatury angielskiej do końca XIX w. Materiału od cholery, Shakespeare daje mi po dupie, ale nie chce mi się już nawet denerwować. Na dokładkę jeszcze łacina, godzinę po egzaminie. Bo pan nie chciał pójść z nami na ugodę i po dobroci. Kurwa!

3.lutego.2008

Ło Gacktcie mój słodki, zaliczenie zdane z palcem w.... siedzeniu. Nie myślałam, że pójdzie tak łatwo, biorąc pod uwagę panią magister, która filologii angielskiej przychylna nie jest.
We wtorek egzamin z literatury, na który się jeszcze nie uczyłam. Motywacja mnie nie nawiedza. Czytam dużo innych książek i usprawiedliwiam się, że przynajmniej czasu nie marnuję.

I niespodzianka tygodnia: pani G. nie chce dać mi zaliczenia z wykładu! Halo. Proszę pani. To jest wykład. Coś, na co student nie musi chodzić, a zalkę dostać musi. Więc o co biega? Dowiem się w środę.

30.stycznia.2008

Padam na twarz. Tydzień poprzedni i aktualny są chyba zawsze najgorsze w karierze studenta: sesja się zbliża i trzeba pozaliczać wszystko, żeby zostać dopuszczonym do egzaminów. A jak leniwy jesteś i masz za dużo piniędzy, możesz sobie ewentualnie warunek wziąć. Ale jako że uniwersytet nie chce za dużo wyciągać od studentów, można wziąć tylko jeden warunek na semestr. Taki psikus!
Jutro o 7:30 chyba najgorsze zaliczenie do tej pory. Nawet wtorkowy egzamin tak nie przeraża.

18.stycznia.2008

Zaczęło się wczoraj ze mną coś podejrzanego dziać. Nagle zaczęło boleć gardło i pojawił się kaszel. Pomyślałam sobie: chyba muszę ograniczyć palenie. Później zaczęło mnie potwornie łamać w kościach. Pomyślałam: cholera, mam dopiero 20 lat, a już się zaczynam rozpadać; pięknie.
W domu jednak zapobiegawczo zmierzyłam temperaturę i okazało się, że u Gravi, która nie chorowała od przeszło 2 lat, w końcu padł system odpornościowy. I gdyby nie to, że najbliższe dni równają się zdawaniu zaliczeń i poprawek, zostałabym sobie w domu. Ale nie, kurwa! Wirus musiał być złośliwy!

4.stycznia.2008

Nowy Rok bez wielkiej pompy. Powoli czuję się za stara na jakiekolwiek imprezy, nie mówiąc już o zalewaniu się z trupa, bo tego szczególnie nie znoszę.
Na poniedziałek do naumienia się katakana, a ja jeszcze ni w ząb tego nie tknęłam. Brak motywacji. Kompletny. Dlatego ta notka bez wyrazu, ale być musiała, bo przecież tutaj też trzeba wkroczyć w nowy rok.

25.grudnia.2007

Wczoraj pierwsza wigilia bez dziadka. Łzy się polały.
Boli, ale co zrobić? Powiesić się? Nie, raczej nie. Każdego dnia, po troszeczku zbierać się do kupy.

Wałkuję kolejną książkę Murakamiego. Facet jest po prostu niesamowity.I mogę się poszczycić tym, że na mojej półce królują wszystkie jego książki wydane do tej pory w Polsce.^^

To już moje trzecie święta z Wami, robaczki^^. A więc, żeby to, co jest długie powiedzieć krótko: NAJLEPSZEGO!

21.grudnia.2007
Atmosfera świąt jest u mnie na tak minusowej skali, że czasem zapominam, że one w ogóle mają nastąpić. Czasem nawet zastanawiam się, po jaką cholerę na balkonach ludzie poustawiali jakieś oczojebne światełka i dlaczego zrobiło się tak tłoczno w sklepach. Ach, no tak, święta. Których równie dobrze mogłoby nie być. A wyczekiwana przerwa mogłaby być ot tak, jako 'free gift' dla biednych zmęczonych studentów.
Dzisiejsze kolokwium z łaciny to dla mnie jedna wielka niewiadoma: poszło dobrze czy źle? zaliczę? nie zaliczę? Będę się o to martwić w przyszłym roku.

EDIT
I chciałam jeszcze dodać, że zakochałam się w płycie Hyde'a "666". Proszę się nie sugerować tytułem: płyta jest przesympatyczna, co nie znaczy, że badziewna. Istne cudo!


Szablon zrobiony przez Nemezis;, tylko dla Gravitation.